„ - Więc mówisz, że w przyszłości wiele się zmieni ?
- Tak, ale nie Prince polo...”
I faktycznie, słowo się rzekło. Czyżby ta reklama odnosiła się do naszego miasta ? Tę kwestie ominę, ponieważ nie staram się odpowiedzieć na to pytanie. Ważne jest to, że rzeczywiście od tego, bodajże 1940 roku do 2006, w którym obecnie żyjemy, wiele się zmieniło. Nie tylko jakość naszych odbiorników telewizyjnych, ale także nasza mentalność, mentalność nas wszystkich - ludzi żyjących w Kaliszu. Do tego jednak niebawem powrócę - obiecuję.
Po pierwsze jest to temat względny , bowiem można różnorako do tego podejść. Na to piękno (bądź też i nie piękno) Kalisza wpływają różne czynniki. Mówię to, ponieważ mogę podejść do tego od strony - Kalisz, skupisko bloków, domów, osiedli, budynków kultury (ogółem architektura), albo też - Kalisz, życie tutejszych mieszkańców. To by była pierwsza z cech, a druga ? Czytelniku mój drogi, nie pomyśl sobie, że o niej zapomniałem, nie ! Ponieważ ona sama, jako pierwsza nasunęła mi się na myśl, lecz tej nie poruszę wcale. Tak jak obiecałem, powróćmy teraz do naszej mentalności, hmm... mentalność obywateli Kalisza (oczywiście nie wszystkich), wraz z tytułem, a szczególnie ze słowem „piękno” - coś mi tu nie gra, pod warunkiem, że nie jest to metaforą lub jakąkolwiek ironią. Gdybym miał sprawdzić pracę kogoś, kto przekonuje, że piękno naszego miasta leży w mieszkańcach, z pewnością zakwalifikowałbym to pod kategorię - błąd rzeczowy. Nie musisz się tu ze mną zgodzić Czytelniku, lecz pomyślmy trochę nad tym, choć wiem, że niestety niektórych to myślenie boli i zobaczymy jakie wynikają z tego wnioski.
Krótka retrospekcja. Lata ’80, wchodzimy kulturalnie do sklepu, kulturalnie mówimy „Dzień dobry”, następnie kupujemy co mamy kupić i kulturalnie wychodzimy. Teraz uwaga ! Powrót do teraźniejszości. Jesteśmy w TESCO, idziemy i idziemy, patrzymy w prawo - przy monopolu dwóch nieletnich nabywa właśnie LECHa, może wyglądali na osiemnaście lat ? Tego nie wiem, ale pozory czasem mylą. Idziemy dalej, patrzymy w lewo - już jeden z drugim chowają coś za pazuchę tak szybko, że nie zdążysz dostrzec nawet co - w końcu trening czyni mistrza, podchodzimy do kasy - oczywiście uprzejmy pan za nami nie zapomina dodać, iż bezczelnie zajęliśmy mu miejsce w kolejce, ale kto tu jest bezczelny ? Nieważne, oczywiście ustępuję panu miejsca, ponieważ jako krytyk, nie mogę się tak karygodnie zachowywać, jak ludzie, których oceniam. W tym właśnie momencie chciałbym wspomnieć o dosyć starym utworze, składu „Grammatik” - „Pamiętam”, choć wiem, że być może nic to Tobie, Czytelniku nie mówi, więc będę taki dobroduszny i ukarzę kilka wersów:

„Ja pamiętam kapsle, na podwórku nas szczeniaków
Pamiętam grę w siatkówkę na trzepaku
Szkołę, luz, uwagi, skargi
Siniaki, rozwalone wargi
I żale matki, podstawową szkołę
Boisko żwirowe, wszystkie strzelone gole
Świat niewinny, gdy wszyscy mieli uśmiech na twarzach
Teraz co drugi dziwne interesy trzaska
Stara ulica, jakby już z innego miasta...”

Jeszcze raz powtarzam: To nie jest o wszystkich ludziach z Kalisza ! Wystarczy już może tych słów krytyki, ponieważ tematem nie jest: „Bad story about Kalisz”, lecz musiałem to powiedzieć - te kilka krytycznych uwag na temat mentalności żyjących tutaj ludzi, ponieważ to oraz to co pisze w dalszej części, tworzy jedną całość - nasze miasto, gdzie my - zwykłe, szare istoty odnajdujemy swoje miejsce i gdzie tak naprawdę, gdzieś w głębi duszy, czujemy się szczęśliwi. Z pewnością Ty, Czytelniku masz więcej do powiedzenia w kwestii historii Kalisza, bowiem ja - autor, jestem na tym świecie od 15 lat, więc nie mam aż tylu doświadczeń co starsi ode mnie Kaliszanie, toteż byłem wręcz zmuszony zwrócić się do nich o pomoc, z pytaniem: Co pozytywnego w dawnym Kaliszu najbardziej utkwiło pani/panu w pamięci ?
Pierwszy przechodzień - pan Kazimierz (73 lata) podszedł bardzo uczuciowo do rzeczy opowiadając o dzisiejszej Alei Wolności, która zmieniała nazwę, aż stała się naszą dzisiejszą. Wcześniej nosiła ona nazwę Aleja Józefiny, która najbardziej podobała się panu Kazimierzowi, spacerując po owej Alei, wraz ze swą żoną Józefiną.
Kiedy podszedłem do pani Marii i zadałem jej to pytanie, szepnęła tylko coś pod nosem, co brzmiało mnie więcej tak: „Wenecja północy, jeszcze raz chciałabym tam mieszkać”. Tak właśnie nazywano kiedyś nasze miasto, ponieważ malował się prześliczny obrazek przed oczyma, patrząc na okolice teatru, gdzie było czysto, zielono, gdzie Prosną pływały łodzie z odpoczywającymi mieszkańcami.
Ostatnia pani - pani Krystyna nie jest rodowitą kaliszanką, lecz od 62 lat tutaj mieszka. Pierwsze wrażenie wywarło na niej to, iż Kalisz był miastem czystym, gdzie był ład i porządek, świadczył o tym m.in. spacer przez Most Kamienny, gdzie należało przejść po odpowiedniej jego stronie, w kierunku ratusza jedną stroną, a ku rogatkom miasta stroną drugą - nie to co dziś.
Po uzyskaniu tak cennych informacji myślę, że Ci ludzie naprawdę są przywiązani do owego miasta, że je kochają - przecież było ono piękne, a jakie jest obecnie ? Na to pytanie sam już mogę odpowiedzieć, bez niczyjej pomocy. Tak jak już mówiłem, ta mentalność oraz taki sposób na życie, niektórych mieszkańców może wzbudzać niezbyt pozytywne uczucia, a wręcz powiedziałbym nawet wrogie. Nie mogę zapomnieć o architekturze najstarszego miasta w Polsce, która w jednym miejscu oszałamia, a gdzie indziej wręcz odstrasza. Wolałbym jednak bardziej wspomnieć o tej drugiej. Stare kamienice, zniszczone bloki, pomalowane klatki schodowe, szare osiedla - tego z pewnością w Kaliszu nie brak. Aż mnie ciarki przechodzą, kiedy myślę o ludziach, którzy mają naprawdę ciężkie warunki życia, którzy muszą dojść do kranu, wychodząc z mieszkania na klatkę schodową (jeśli w ogóle można to tak nazwać), czy nie warto to zmienić ? Czy nie warto znaleźć na to fundusze, aby poprawić warunki życia takich ludzi ? Lecz także tutaj można dostrzec gałązkę piękna. Nie ! Nie musisz czytać tego wersu raz jeszcze, ponieważ tak jest tam napisane - w tym także jest piękno. Pewnie pomyślisz teraz o mnie nieco inaczej, lecz chłopaki z „NHS-u” wiedzą co mówią, chociaż nie są z Kalisza, to w zupełności można też tak to zinterpretować.

„Nie jeden przechodzień przez roz... bramę
W głębi duszy mówi - życie tu jest prze...
Jednak poznaj tą szarość, spójrz w te kamienice
I dopiero oceń, jakie tu jest życie.
Nieważne dla mnie jest to, że widzisz tylko syf
Dla mnie tutaj mieszkać, to żaden wielki wstyd
Do tego motywacja - nie jestem przecież sam
Przyjaciele - na nich liczę, bo ich mam...”
Do tego właśnie dążyłem i w końcu dotarłem. Przyjaciele, klimat (lecz nie w aspekcie atmosferycznym) - na to w Kaliszu narzekać nie można i każdy wokół to potwierdzi, jeśli sam odnalazł się wśród swoich. Ja - autor, odnalazłem swoje miejsce w strukturze tego miasta, odnalazłem się pośród samych swoich, odnalazłem przyjaciół, do których mogę iść z podniesioną głową i wiem, że mnie nie zawiodą w potrzebie, przyjaciół, z którymi zawsze spędzam każdy czas, czas wzlotów i upadków. To jest zasada - „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, można więc bez wahania stwierdzić, że jestem uczuciowo bardzo związany z Kaliszem i to w nim cenię, a Ty ?

Kamil Herszel kl.2a