Leonid Teliga udowodnił, że "jeśli się naprawdę czegoś pragnie, jeśli się do tego dąży, laur zwycięzcy musi do nas należeć". Uważam, że to stwierdzenie jest słuszne.

Zacznę wypowiedź od prezentacji sylwetki Mikołaja Kopernika. Był wielką indywidualnością epoki renesansu. Wszechstronnie wykształcony astronom pragnął odrzucić starożytną teorię geocentryczną. Przez lata zbierał materiały, obserwował wszechświat, by wreszcie dokonać rewolucji naukowej. W dziele "O obrotach sfer niebieskich" zawarł heliocentryczną teorię. Wieloletnie obserwacje, obliczenia i zastosowanie bardziej rozwiniętej matematyki pozwoliły udowodnić słuszność twierdzenia. Przewrót dokonany przez Kopernika polegał na odwadze myślenia i przeciwstawianiu się autorytetom i panującym fałszywym poglądom. Ciężka praca przyniosła uczonemu sławę, a nowożytnej nauce świadomość, że nie ma niepodważalnych dogmatów.

Kolejny argument, który opiszę, również potwierdza założenie Teligi. Matka Teresa z Kalkuty wybrała życie zakonne po to, by szerzyć ideę miłości do Boga i bliźniego. Pragnęła pomagać tym wszystkim, których dotknęła choroba, odrzucenie najbliższych. W swoim długim życiu to wszystko osiągnęła. Swoje oszczędności przeznaczyła na sierociniec. Kupowała podstawowe leki, koce oraz pożywienie. Dla niej w życiu nie liczyła się sfera materialna, ale duchowa. "Laur zwycięzcy" do niej należał, choć była wątła ciałem, to silna duchem i dlatego nie dziwi mnie stwierdzenie, że jest najbardziej podziwianą kobietą XX i XXI wieku.

Uważam, że, przedstawione przeze mnie argumenty pozwoliły wyjaśnić wypowiedź pisarza. Jeżeli naprawdę w życiu czegoś pragniemy, możemy zrealizować te marzenia, poprzez pracę, wysiłek i zdeterminowanie.

Adrianna Strzała kl. II f




W dzisiejszych czasach ludzie ograniczają swoje pragnienia do tych, które przychodzą im najłatwiej. O marzeniach, które wymagają wyrzeczeń i poświęceń, starają się zapomnieć. Zniechęcają ich nawet drobne przeciwności losu. Moim zdaniem jednak słuszne jest stwierdzenie, że ''jeśli się czegoś pragnie, jeśli się do tego dąży, laur zwycięzcy musi należeć do nas''.

Na poparcie tej tezy chciałbym przytoczyć przeżycia Janka Meli, najmłodszego, niepełnosprawnego podróżnika, który dokonał wielkich rzeczy.

Jako czternastoletni chłopiec, na skutek porażenia prądem, został pozbawiony dwóch kończyn. Wielu z nas załamałoby się w takiej sytuacji sądząc, że resztę życia spędzi na wózku inwalidzkim. Nastolatek podjął z determinacją trud rehabilitacji i po kilku miesiącach, przy użyciu protez, mógł poruszać się o własnych siłach. Tak jedno z jego pragnień zostało zrealizowane.

Janek nie poprzestał jednak na tym osiągnięciu. Już jako mały chłopiec rozmyślał o dalekich podróżach. Nieszczęśliwy wypadek nie odebrał mu chęci spełnienia dziecięcych marzeń. Ze wszystkich zakątków na ziemi najbardziej fascynowało go miejsce zetknięcia się południków, zwane biegunem północnym. Dzięki pomocy rodziców nawiązał kontakt ze znanym polskim polarnikiem, Markiem Kamińskim, który zgodził się podjąć to trudne wyzwanie. Zdobycie bieguna dla osoby niepełnosprawnej było nadludzkim wysiłkiem. Janek musiał się zmagać z marszem, zmęczeniem czy bólem nogi obcieranej przez protezę. Polarny wiatr przesuwał lodowiec, na którym znajdowali się podróżnicy, w stronę przeciwną do ich marszu. Po kilku tygodniach mozolnej wędrówki dotarli do celu wyprawy. Janek został zwycięzcą. Jako pierwszy najmłodszy polarnik na świecie, a jednocześnie pierwszy niepełnosprawny podróżnik, zdobył biegun północny.

Kolejnym wyczynem Janka Meli było zdobycie Kilimandżaro w Afryce i szczytu Elbrus w górach Kaukaz. Chłopiec ponownie udowodnił, że gdy tylko czegoś się bardzo pragnie, to staje się to możliwe.

Naszemu bohaterowi przyświecał w życiu jeszcze jeden cel. Chciał on, aby inne osoby niepełnosprawne uwierzyły we własne siły. To zamierzenie osiągnął, zakładając fundację "Poza horyzonty". Organizacja ta pomaga chorym osobom w realizacji ich podróżniczych pasji. W wyprawie na Kilimandżaro, razem z Jankiem, uczestniczyły trzy osoby na wózkach inwalidzkich i jeden niewidomy kolega. Podobnie było podczas wspinaczki na szczyt Elbrus, w górach Kaukaz. Jedna ze stołecznych gazet zacytowała słowa Janka, który powiedział w imieniu grupy: ''zdobywając Elbrus chcieliśmy udowodnić niepełnosprawnym osobom, takim jak my, że nie są gorsze i tak samo jak osoby pełnosprawne, mogą spełniać własne marzenia.''

Janek Mela, według opinii przyjaciół, jest cichym i skromnym człowiekiem. Myślę jednak, że jego postawa życiowa w dostateczny sposób potwierdza tezę, że ''jeśli się czegoś pragnie, jeśli się do tego dąży, laur zwycięzcy musi należeć do nas''.

Mimo jego młodego wieku, nazwałbym go wielkim człowiekiem.

Adam Tomaszewski, klasa II F