Ocalałam na Arce Noego
Mniej więcej rok temu, przydarzyła mi się dziwna historia. Niespodziewanie zostałam zaproszona na urodziny Michała z trzeciej klasy gimnazjum. Byłam zaskoczona, gdyż nie utrzymywałam z nim bliższej znajomości. Zdecydowałam jednak, że pójdę i trochę się zabawię. Wkrótce okazało się, że to był błąd. Na prywatne prawie nikogo nie znałam. Czułam się dziwnie skrępowana. Nie miałam nawet ochoty zatańczyć. Chciałam już wychodzić, gdy w tej samej chwili przysiadł się do mnie całkiem sympatyczny i przystojny gimnazjalista - Jarek. Potok słów płynął z jego ust. Robił wrażenie mądrego chłopaka. Po godzinie konwersacji zaproponował mi wypicie, ponoć cudownego napoju. Nie protestowałam. Po kilku łyżkach płynu o nieznanym składzie poczułam się dziwnie lekka i wesołą. Rozluźniłam się. Czyżby ów "czarowny" napój, po którym wszystkim gościom dopisywał wspaniały humor, zawierał narkotyk? Myślę, że tak. Od tej pory na każdej imprezie towarzyszył mi Jarek i ów wspaniały eliksir, po wypiciu którego czułam się doskonale. Coraz częściej brakowało mi go. Wszystkie moje oszczędności wydawałam na zakup narkotyków. Opuściłam się w nauce, z rodziną nie mogłam się porozumieć. Czyżbym wpadła w nałóg? Zatrwożyłam się, gdyż doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, do czego może doprowadzić narkomania. Postanowiłam zerwać z Jarkiem i nałogiem, póki nie jest jeszcze za późno. Wiedziałam, że nie będzie to łatwe. Wykręciłam numer telefonu zaufania i zwierzyłam się rozmówcy z mojego problemu. Za jego poradą zgłosiłam się do ośrodka opiekującego się narkomanami.
Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu mieszkało tutaj bardzo wielu młodych ludzi, borykających się z tym samym problemem co ja i próbujących powrócić do normalnego życia. Mój nowy dom był położony w pobliżu pięknego lasu. Było w nim mnóstwo zwierząt. Mieszkańcy opiekowali się nimi, uprawiali warzywa w ogródku. Żyli z tego, co zebrali i sami sobie przygotowali. Ośrodek przypominał mi biblijną Akrę Noego, dzięki której uratowały się zwierzęta i ludzie. Panowała w nim przyjazna atmosfera. Praca, wspólne rozmowy miały wyzwolić nas z niewoli nałogu. Udało mi się, ocalałam. Razem ze mną ocaleli i inni młodzi. Na szczęście mnie się to tylko przyśniło.
Zdaję jednak sobie sprawę z tego, że dla wielu nastolatków narkomania nie jest snem lecz rzeczywistością. Uważam, że w naszym kraju powinno być więcej ark, na które mogliby wsiąść zagubieni młodzi ludzie. Dzięki nim mogliby oni uratować swoje życie i popłynąć ku lepszej przyszłości.

Anna Jakubowska