To opowiadanie zdobyło pierwszą nagrodę na:
XXIV
Wojewódzkim Turnieju
Białych Piór
Poznań 2005
"Różą być"
Przed szarym blokiem, który wyglądał tak, jak tysiące innych bloków na świecie, wśród żółto-pomarańczowych kwiatów aksamitki, która zazwyczaj zdobi groby stała drewniana ławka, zniszczona przez znamię swojej przeszłości. na niej, wśród wielu myśli i wspomnień siedziała kobieta, zgarbiona, zgarbiona pod brzemieniem lat. Cień budynku całkowicie spowijał jej postać, niczym przedśmiertny całun. Woń kwiatów otulała ją zamiast czarnego powietrza naszych czasów, a srebrzyste włosy połyskiwały w cieniu. Lazurowe jasne oczy kobiety patrzyły gdzieś w nieuchwytną dal. Za cieniem, za budynkiem, za wszelkimi granicami.
Nagle, po jej policzku, niby po płatku zeschniętej róży spłynęła łza, czysta jak kropla wieczornej rosy. Któż odgadnie, z jakiego powodu. Może pod ciężarem wspomnień? Może przez to, co się kiedyś stało i to, co się już nigdy nie stanie? Może przez teraźniejsze wydarzenia? Któż zgadnie, co się dzieje w umyśle człowieka, nieodgadniętego z tego chociażby powodu, że jest jednym z nas? Ponadto, któż zgadnie, dlaczego płacze kobieta osnuta cieniem swojej przeszłości?
Nie ja.
Ona jednak nie patrzyła w moją stronę. Nie wiedziała jeszcze, że tam jestem.
Drzwi od szarego bloku, takie same jak tysiące innych drzwi tego typu, ozdobione ornamentem czarnych napisów nieznanych autorów, otwarły się, ale nie gwałtownie i nie z hukiem. Stanął w nich chłopak, może trzynastoletni.
-Babciu - powiedział do kobiety, która ciągle patrzyła w nieuchwytną dal - muszę iść.
-Wszyscy ciągle idziemy przed siebie - odparła kobieta , zamykając oczy - Nie mamy nawet czasu by obejrzeć się za siebie.
-Świat się wali, babciu. Od zawsze.
Nagle jak nocą ciemne niebo rozjaśnia pierwsza gwiazda, tak twarz kobiety rozpogodził uśmiech, delikatny niczym zefir na wiosennej łące.
- Jednak ja odejdę, a ty tu zostaniesz.
Chłopak nie dał się wciągnąć w rozmowę o rzeczach, które i tak były oczywiste. Przeskoczył tylko przez cień bloku i pobiegł dalej, w labiryncie swoich myśli.
Kobieta została sama.
Byłam tam juz tylko ja.
Powoli, nie spuszczając wzroku z cienia, który ją spowijał, podeszłam do kobiety, i dotknęłam jej zimnego ramienia.
Wreszcie się do mnie odwróciła.
- Ja już nie umiem żyć. - powiedziała - Szkoda tylko, że i przedtem nie umiałam.
Że całe swoje życie uczyniłam nieprzerwanym pasmem złudzeń. Powiedz mi, dlaczego dopiero teraz mogłam się odwrócić, by to zauważyć? Dlaczego przedtem żyłam niespełnionymi nadziejami?
Zdałam sobie sprawę z tego, że ona już od dawna na mnie czekała.
- Nie wiem. - powiedziałam.
Podała mi swoją dłoń.
- Ja też.
Pomogłam jej wstać. I powoli poszłyśmy w stronę światła, pozostawiając za sobą wszystkie niespełnione marzenia, wszystkie pytania, na które nie ma odpowiedzi. Pozostawiając za sobą to, co tak wzniośle nazywacie życiem.
Ona i ja.
Ja, której ani miejsca, ani godziny nie znacie.
Justyna Sobczak
ZOBACZ DYPLOM